czwartek, 2 kwietnia 2015

Baranek Shaun (2015) PL



reżyseria: Mark Burton, Richard Starzack
scenariusz: Mark Burton, Richard Starzack
gatunek: Animacja, Familijny, Przygodowy
produkcja: Francja, Wielka Brytania
premiera: 13 lutego 2015 (Polska) 24 stycznia 2015 (świat)





Oglądaj ONLINE:

TUTAJ


Pobierz: 

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ





Studio Aardman wielokrotnie nagrodzone Oscarem za serię animacji o Wallasie i Gromicie mogłoby spocząć na laurach i odcinać kupony od dawnych sukcesów. Ale nawet gdy twórcy biorą na warsztat ugruntowaną markę, trudno odmówić im ambicji i polotu. Ich najnowsze dzieło - kinowa odsłona "Baranka Shauna", spin-offu "Wallace'a i Gromita" - ma wszystko, czego potrzeba, by zadowolić najbardziej wymagające grupy wiekowe: jest wesołe, bezpretensjonalne, wzruszające, mądre i piękne wizualnie. Dzieci będą piszczeć z zachwytu, a dorośli im wtórować.   


Tytułowy Baranek Shaun, bohater serialu z 2007 roku, to odpowiednik panny Marple ze "Sprawiedliwości owiec". Jest najmądrzejszy w całym stadzie i gdy trzeba działać, od razu przystępuje do akcji. W kinowej wersji wyrusza do Wielkiego Miasta na poszukiwania swojego Gospodarza, który w wyniku splotu niefortunnych zdarzeń stracił pamięć. Śladem Shauna do miasta przyjeżdża też reszta stada oraz pies Bitzer. W pełnej niebezpieczeństw metropolii przeżyją wiele przygód. 


Akcja filmu pędzi już od pierwszej sceny. Mnóstwo tu upadków, wywrotek, pogoni, ucieczek i żartów sytuacyjnych. To, co się dzieje na ekranie, to zresztą jedyny sposób na skupienie uwagi widzów, w bajce nie pada bowiem ani jedno słowo. Mimo tego ujmująco prosta fabuła będzie zrozumiała nawet dla małych dzieci i to one odnajdą w seansie  największą przyjemność. Maluchy od razu zapałają sympatią do niezbyt rozgarniętych zwierzątek, które chcą jedynie odnaleźć swojego właściciela i wrócić na wieś. Napięcie podkręca tymczasem postać złego hycla, który za cel postawił sobie schwytanie bezpańskich owiec i zamknięcie ich w schronisku. Podział na dobrych i złych bohaterów jest tu jasny, dzieci od początku będą wiedziały, komu kibicować i przeciwko komu skierować swoją niechęć. Wspólny wróg nauczy brzdąców solidarności, a ich spontaniczne reakcje na oglądane wydarzenia to najlepsza rekomendacja.  



 "Baranek Shaun" to film na rodzinny seans. Nie ma w nim aż tak postrzelonej akcji i złośliwych żartów jak w serii "Wallace i Gromit", ale dorosły widz wciąż znajdzie w nim sporo dla siebie. Przede wszystkim, dużo prostoty i niewymuszonego uroku, ale też sporo estetycznych wrażeń. Studio Aardman konsekwentnie stosuje w swoich produkcjach technikę poklatkową z użyciem autentycznych tworzyw i materiałów. Tkaniny, wełna, oddanie wszelkich detali, imponujące tła - Aardman to po prostu najlepsza firma na rynku. Jeśli więc nie dla dzikiej zabawy, to bajkę warto obejrzeć z sentymentu do klimatu i stylistyki "Wallace’a i Gromita". To we współczesnym kinie animowanym rzadki towar.   





Spis wszystkich filmów PO LEWEJ STRONIE BLOGA, pod nagłówkiem ,,FILMY 2014". Aby rozwinąć listę filmów należy najechać na miesiąc i kliknąć. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! :)


Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam do wpisu ,,Witam! Początkowe informacje". Tam jest wszystko wyjaśnione.


DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ OGLĄDALNOŚĆ BLOGA ORAZ ZA WSZYSTKIE MIŁE MAILE. :)





Pozdrawiam,
Monika Musiał.


Zbuntowana (2015) PL



reżyseria: Robert Schwentke
scenariusz: Brian Duffield, Akiva Goldsman, Mark Bomback
gatunek: Akcja, Romans, Sci-Fi
produkcja: USA
premiera: 20 marca 2015 (Polska) 11 marca 2015 (świat)




Oglądaj ONLINE:

serwer 1:TUTAJ.

serwer 2: TUTAJ






Pobierz:

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ




Książkową serię "Niezgodna", wielokrotnie porównywaną do "Igrzysk śmierci", łączy z cyklem Suzanne Collins rzeczywiście sporo: mają podobne fabuły, a do tego ich głównymi bohaterkami są silne nastolatki, które biorą na swoje barki misję ratowanie świata. Co więcej, Veronica Roth napisała "Niezgodną" właśnie na fali niesamowitego sukcesu "Igrzysk", mając zaledwie 21 lat, o 25 lat mniej niż Collins w momencie debiutu jej pierwszych "The Hunger Games". W dystansie wiekowym obu pisarek można zauważyć przyczynę największych różnic między oboma cyklami: podczas gdy w "Igrzyskach" na plan pierwszy wysuwa się głęboko przemyślana satyra na show biznes i masową rozrywkę, dominującym wątkiem "Niezgodnej" jest bardzo burzliwa wewnętrzna walka głównej bohaterki. W związku w czym więcej w niej emocji niż logiki.


W ekranizacji "Zbuntowanej", drugiej części serii, Tris Prior (Shailene Woodley) próbuje poradzić sobie z poczuciem winy po śmierci matki. Gnębi ją do tego myśl, że jest powodem nieszczęść wszystkich, którzy znajdą się w jej pobliżu. Dziewczyna nie ma jednak zbyt dużo czasu na wewnętrzny rozrachunek – razem ze swoim chłopakiem o imieniu Cztery (Theo James) musi uciekać przed bojówkami rządzącej całą społecznością Jeanine (Kate Winslet). Bezwzględna Jeanine rozkazuje wyłapać wszystkich Niezgodnych, by wykorzystać ich umiejętności do otworzenia tajemniczej szkatułki, która odegra znaczącą rolę w dalszym rozwoju wydarzeń. 

Twórcy "Zbuntowanej" zadbali o to, by film oglądało się dobrze także tym osobom, które nie widziały pierwszej części. Bohaterowie często wracają do wydarzeń z "Niezgodnej" i tłumaczą ewentualne niejasności. Gorzej, że niektórych "niejasności" w fabule nie da się zrozumieć, a duże uproszczenia są ceną za umieszczenie w filmie najważniejszych wątków z oryginału. W "Zbuntowanej" liczy się przede wszystkim to, co dzieje się we wnętrzu Tris: jej strach, ból, wyrzuty sumienia i miłość do Cztery. Jako zagubiona, ale jednocześnie waleczna i niezależna bohaterka jest świetnym wzorem dla dorastających nastolatek. Już sam fakt, że jako Niezgodna łączy w sobie cechy pięciu frakcji: Serdeczności, Erudycji, Prawości, Nieustraszoności i Altruizmu, może być wskazówką dla młodych widzów, że jej siła tkwi w równowadze. 




Dużą wartością "Zbuntowanej" jest też bardzo dobra obsada i widowiskowe efekty specjalne. Zarówno Shailene Woodley, jak i Theo James potraktowali swoje role bardzo poważnie; wczuwając się w konwencję, postarali się, by rozterki ich bohaterów były możliwie wiarygodne. Ale i tak największym mistrzem "Zbuntowanej" jest Miles Teller. Jego podły Peter wyjęty jest jakby z innego porządku, przez co tworzy w filmie odrębną jakość. Dodatkowo, dystans, z jakim gwiazdor "Whiplash" stworzył swoją postać, sprawił, że sceny z jego udziałem rozbrajają humorem. W tle natomiast rozgrywa się walka między dwiema silnymi kobiecymi osobowościami – bohaterkami Winslet i Naomi Watts. 

Odczytywanie "Zbuntowanej" jako manifestu feministycznego to zdecydowanie za dużo, ale potraktowanie jej jako metafory zagubienia dojrzewających nastolatków jest jak najbardziej na miejscu. I to właśnie im film spodoba się najbardziej.   






Spis wszystkich filmów PO LEWEJ STRONIE BLOGA, pod nagłówkiem ,,FILMY 2014". Aby rozwinąć listę filmów należy najechać na miesiąc i kliknąć. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! :)


Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam do wpisu ,,Witam! Początkowe informacje". Tam jest wszystko wyjaśnione.


DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ OGLĄDALNOŚĆ BLOGA ORAZ ZA WSZYSTKIE MIŁE MAILE. :)





Pozdrawiam,
Monika Musiał.



Ziarno prawdy (2014)



reżyseria: Borys Lankosz
scenariusz: Borys Lankosz, Zygmunt Miłoszewski
gatunek: Kryminał, Thriller
produkcja: Polska
premiera: 30 stycznia 2015 (Polska) 19 stycznia 2015 (świat)




Oglądaj ONLINE:

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ



Pobierz:

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ




Zygmunt Miłoszewski kontra polskie kino: jeden do jednego. Po niezbornej, fatalnie obsadzonej i wyzutej z napięcia adaptacji "Uwikłania" pisarz trafił wreszcie na reżysera, którego umiejętności są większe niż ego, a znajomość gatunku nie kończy się na "07 zgłoś się". Borys Lankosz wie, co w światowym kryminale piszczy. Widział "Dziewczynę z tatuażem", "Dochodzenie" i "Luthera", rozpracował artystyczne modus operandi ich twórców. Rozumie, że zagadka zbrodni jest dziś równie istotna co sugestywne tło obyczajowe, a dobre maniery i sympatyczne usposobienie nie są najmocniejszą stroną współczesnych Holmesów i Poirotów. 




Na sali sądowej Teodor Szacki niechybnie zająłby miejsce obok Tommy'ego Lee Jonesa z "Klienta" i Kevina Spaceya z "Czasu zabijania". Bohater – niegdyś czempion warszawskiej prokuratury, aktualnie na zesłaniu w Sandomierzu – za dnia zmywa głowy podwładnym i przesłuchiwanym, a po pracy przez telefon wdaje się w słowny wrestling z byłą żoną (sprawdźcie, kto użycza jej głosu – to całkiem niezły żart z filmowego "Uwikłania"). Arogancki, zapalczywy, trzymający otoczenie (włącznie z młodszą kochanką) na dystans – zaprawdę, niełatwo jest lubić Szackiego. Zwłaszcza że wyśmienity Robert Więckiewicz podkręca jeszcze wybuchowy temperament asa palestry. W jego pojedynku z mordercą lokalnej działaczki chodzi nie tylko o wymierzenie sprawiedliwości. Równie ważna jest obsesyjna wręcz potrzeba zaspokojenia ambicji – rozgryzienia krwawej szarady, triumfu nad sprytniejszym przeciwnikiem, wreszcie pokazaniu wszystkim, kto jest samcem alfa.   

"Ziarno prawdy" – jak na dobry kryminał przystało – przy okazji sensacyjnej intrygi próbuje  zdiagnozować otaczającą rzeczywistość. Sandomierz to dla twórców filmu Polska w pigułce: zaścianek otulony wspomnieniami o minionej wielkości (królewskie miasto Korony!), zaludniony przez zawistników, faryzeuszy i frustratów; kłębowisko resentymentów, kompleksów i fobii na czele z wiecznie żywym antysemityzmem. Miłoszewski i Lankosz pokazują, jak łatwo w takim miejscu rozpalić ognisko społecznej psychozy i nakręcić spiralę fałszywych podejrzeń. 





Reżyserowi ewidentną frajdę sprawia zabawa ikonografią kina noir i dreszczowców. Zakurzone archiwa czekają na odkrycie prawdy o tragediach sprzed lat, zwłok w beczce pilnuje złowieszczy kruk, a w podziemiach miasta słychać potępieńcze wycie. W obiektywie kamery Łukasza Bielana pocztówkowy Sandomierz przeobraził się w ponury skansen, gdzie diabeł mówi dobranoc. Doprawioną sowicie groteską, gęstą jak tamtejsza mgła atmosferę "Ziarna prawdy" dopełnia fantastyczny soundtrack Abla Korzeniowskiego – niepokojąca mieszanka połamanej elektroniki z nerwowym zawodzeniem klarnetu, wyraźnie inspirowana efektami współpracy Reznora i Finchera. 

To mógł być wielki film. Jeśli jest "jedynie" bardzo dobry, to dlatego, że  Lankosz bał się wejść z butami w wykreowany przez Miłoszewskiego świat. Choć nie brakuje tu pierwszorzędnych błyskotliwych one-linerów, sporo skopiowanych z książki dialogów szeleści nieprzyjemnie papierem (hasło reklamowe nie kłamie: zło bierze się z gadania). Twórca "Rewersu" zupełnie nie wie też, co zrobić z postacią prokurator Basi Sobieraj (Magdalena Walach). O ile w literackim pierwowzorze odgrywała ona istotną rolę w wątku obyczajowym, tutaj – po cięciach adaptacyjnych – plącze się po ekranie bez wyraźnego powodu. Nie sprawdza się ani jako partnerka i przewodniczka, ani jako obiekt erotycznej fascynacji bohatera. Wątpliwości wzbudza również kulminacja – złożenie w całość elementów układanki następuje tak łatwo i znienacka, że nawet Szacki nie jest w stanie wytłumaczyć, jak odkrył rozwiązanie. Wszystkie te mankamenty nie odbierają jednak przyjemności płynącej z obcowania z rasowym polskim kryminałem. W idealnym świecie Lankosz i Więckiewicz przenieśliby teraz na ekran ostatnią książkę o Szackim, "Gniew", a potem nakręcili jeszcze raz "Uwikłanie". Wydajcie werdykt. 






Spis wszystkich filmów PO LEWEJ STRONIE BLOGA, pod nagłówkiem ,,FILMY 2014". Aby rozwinąć listę filmów należy najechać na miesiąc i kliknąć. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! :)


Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam do wpisu ,,Witam! Początkowe informacje". Tam jest wszystko wyjaśnione.


DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ OGLĄDALNOŚĆ BLOGA ORAZ ZA WSZYSTKIE MIŁE MAILE. :)





Pozdrawiam,
Monika Musiał.


Ex Machina (2015) PL



reżyseria: Alex Garland
scenariusz: Alex Garland
gatunek: Thriller, Sci-Fi
produkcja: USA, Wielka Brytania
premiera: 20 marca 2015 (Polska) 21 stycznia 2015 (świat)



Oglądaj ONLINE:

TUTAJ.


Pobierz:

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ





"Ex Machina" najpewniej przemknie niezauważona przez ekrany, choć dla miłośników fantastyki – a tych podobno u nas nie brakuje – powinna być jednym z bardziej wyczekiwanych tytułów. Film Aleksa Garlanda to przecież science fiction w klasycznym wydaniu – z naciskiem na "science", a nie rozróbę w  futurystycznym sosie. Reżyser stawia kluczowe dla gatunku pytania o istotę człowieczeństwa, rozwój sztucznej inteligencji oraz zagrożenia związane z postępem technologicznym. Traktuje widza z szacunkiem, ale bez taryfy ulgowej – zmusza do intelektualnej gimnastyki, a także cierpliwości w odkrywaniu trybików precyzyjnej fabularnej układanki. Efekty specjalne, choć olśniewające, są tu ledwie środkiem do celu, a nie gwoździem programu. Lem, Asimov i Kubrick byliby dumni. Michael Bay – niekoniecznie. 



Garland wybiera się z kamerą do domostwa na odludziu. Przypomina ono połączenie ultranowoczesnego schronu atomowego, laboratorium i hotelu butikowego. W ścianach zaszyte są tysiące kilometrów światłowodów, a za szczelnie zamkniętymi oknami rozciągają się nieskończone połacie dzikiej przyrody (skojarzenia z rajskim ogrodem jak najbardziej słuszne). Klaustrofobiczna przestrzeń to sceneria psychologicznych zapasów między genialnym miliarderem, pracującym dla niego programistą oraz androidem. W tej grze tajemnic nikt nie jest tym, kim się na początku wydaje.    

Czego tu nie ma? Test Turinga i relacja między stwórcą a stworzeniem,  mechanizmy popadania w obłęd i konflikt płci – Garland z powodzeniem wplata kolejne pomysły w formułę kameralnego dreszczowca. Choć pozornie niewiele się tu dzieje, atmosfera jest gęsta jak smoła, a napięcie można kroić nożem. Zarówno w formie, jak i treści reżyser stawia na minimalizm. Do zawiązania akcji wystarczy mu statyczne ujęcie z Domhnallem Gleesonem przed ekranem komputera. Gdy zaś chce podsycić ciekawość widowni w kwestii tożsamości i intencji bohatera, wystarczy mu... statyczne ujęcie z Domhnallem Gleesonem przed lustrem w łazience. Garland zrzuca maskę subtelnego obserwatora w nielicznych, ale dosadnych i znakomicie zainscenizowanych scenach przemocy. Od razu widać, że nakręcił je człowiek odpowiedzialny za scenariusze takich krwawych surwiwali jak "28 dni później" i "Dredd 3D". 




Resztę sukcesu należy przypisać twórcom sterylnej, ascetycznej scenografii, autorom  elektronicznego soundtracku z "podłogowym", wwiercającym się w głowę basem, wreszcie znakomitej obsadzie. Oscar Isaac kolejny raz potwierdza, że jest kameleonem płynnie poruszającym się między rolami amantów, nieudaczników i psychopatów. Wspomniany już Gleeson bez problemu wzbudza sympatię, ale jednocześnie ma w sobie coś niepokojącego. Wreszcie Alicia Vikander – tyleż uwodzicielska co niebezpieczna żelazna dama. Nie wiem, czy androidy śnią o elektrycznych owcach, ale po seansie "Ex Machiny" wielu widzów będzie śniło właśnie o androidze z twarzą skandynawskiej piękności. 






Spis wszystkich filmów PO LEWEJ STRONIE BLOGA, pod nagłówkiem ,,FILMY 2014". Aby rozwinąć listę filmów należy najechać na miesiąc i kliknąć. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! :)


Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam do wpisu ,,Witam! Początkowe informacje". Tam jest wszystko wyjaśnione.


DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ OGLĄDALNOŚĆ BLOGA ORAZ ZA WSZYSTKIE MIŁE MAILE. :)





Pozdrawiam,
Monika Musiał.

Chappie (2015) PL


reżyseria: Neill Blomkamp
scenariusz: Neill Blomkamp, Terri Tatchell
gatunek: Thriller, AkcjaSci-Fi
produkcja: Meksyk, USA
premiera: 13 marca 2015 (Polska) 4 marca 2015 (świat)



Oglądaj ONLINE:

TUTAJ.



Pobierz:

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ





Reżyser Neill Blomkamp spełnia powoli marzenie o reaktywacji sagi "Obcych", a w swoim najnowszym filmie przegląda arsenał przed największym wyzwaniem w karierze. Mało który twórca po zaledwie trzech filmach może pochwalić się wizytówką autorskiego stylu. "Chappie" to jego destylat i zarazem pierwsze ostrzeżenie: uwaga, czas na zmiany. 



W Johannesburgu tymczasem po staremu. Filmowane przez operatora Trenta Opalocha slumsy to ziemia jałowa i zarazem przedsionek piekła. Fabryczne konstrukcje splecione z rur, zardzewiałe, "nawiedzone" pustostany, zatęchłe skłoty i noclegownie, omiatający wszystko, gryzący w oczy piach – w wyobraźni Blomkampa to uniwersalny obrazek ekonomicznych dysproporcji. "Chappie", w przeciwieństwie do "Dystryktu 9" czy "Elizjum", nie opowiada jednak o społecznych nierównościach, o buncie nieuprzywilejowanych. To historia policyjnego androida obdarzonego przez swojego projektanta (Dev Patel) świadomością; androida, co najistotniejsze, znajdującego się w fazie kształtowania swojej "ludzkiej" osobowości. Stwórca sadza go przy sztaludze i czyta mu książki, ale linę przeciągają zdesperowani gangsterzy, dla których pomoc Chappiego jest kwestią życia i śmierci. Stawka jest wysoka, gdyż stopiona z pancerzem, niemożliwa do wymiany bateria powoli się wyczerpuje. "Nie ma nic bardziej ludzkiego niż pragnienie przetrwania" – przekonują scenarzyści.  



Blomkamp ubiera całość w konwencję autorskiego kina akcji z pościgami, strzelaninami i niemal obsesyjnym fetyszyzowaniem technologii, lecz jego ambicje sięgają wyżej. Sporo tu biblijnej metaforyki, na czoło wysuwa się motyw uzurpacji boskiej mocy, pragnienia zrodzonego wraz z grzechem pierworodnym. Są też evergreeny ambitnej fantastyki naukowej – pytania o człowieczeństwo maszyny, o definicję świadomości i wolę działania jako sedno ewolucji. Wszystkie składniki przegryzają się nieźle, a jedyne poważne zgrzyty wynikają z niespójnej wizji. Z jednej strony, mamy u Blomkampa pozory drobiazgowo odmalowanej, futurystycznej rzeczywistości, w której znaczenie mają nie tylko prawa fizyki, ale i logiki. Z drugiej, im bliżej finału, tym mocniej film zaczyna przypominać rewię absurdu. Jeśli jednak przymkniecie oko na fakt, że kluczowym rekwizytem jest tutaj ludzka świadomość nagrana na pendrive, będziecie bawić się nieźle. 

Jak na takie stężenie pytań granicznych, "Chappie" wyszedł Blomkampowi zaskakująco lekkostrawny: przemawiający głosem Sharlto Copleya android ma sporo wdzięku, szarżujący Hugh Jackman obnosi fryzurę czeskiego hokeisty, a ekranowa obecność gwiazd rap-rave'owego zespołu Die Antwoord (odgrywających zresztą samych siebie) zamienia całość w eksperyment z pogranicza postapokaliptycznego sci-fi oraz awangardowego wideoklipu. To dobry film. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Blomkamp stanął pod ścianą. Czas porzucić wypracowaną poetykę, rozwinąć język, spróbować czegoś nowego. W sidła wtórności wpadali w końcu więksi od niego. 






Spis wszystkich filmów PO LEWEJ STRONIE BLOGA, pod nagłówkiem ,,FILMY 2014". Aby rozwinąć listę filmów należy najechać na miesiąc i kliknąć. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! :)
Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam do wpisu ,,Witam! Początkowe informacje". Tam jest wszystko wyjaśnione.



DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ OGLĄDALNOŚĆ BLOGA ORAZ ZA WSZYSTKIE MIŁE MAILE. :)




Pozdrawiam,
Monika Musiał.

niedziela, 15 lutego 2015

Pięćdziesiąt twarzy Greya (2015) PL


reżyseria: Sam Taylor-Johnson
scenariusz: Kelly Marcel
gatunek: Melodramat
produkcja: USA
premiera: 13 lutego 2015 (Polska) 9 lutego 2015 (świat)




Oglądaj ONLINE:

TUTAJ.


Pobierz:

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ.




"50 twarzy Greya" to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier 2015 roku. Zapowiadano gorący i kontrowersyjny romans, który zszokuje, poruszy i skłoni do przemyśleń. Ekranizacja bestsellerowej powieści autorstwa E.L. James, której fenomen dosłownie obiegł cały świat, jest produkcją niezwykle specyficzną, skierowaną do określonego grona odbiorców, przez co trudno ją ocenić; podejść do niej względnie obiektywnie, nie ulegając przy tym własnym uprzedzeniom. Sama książka, będąca pierwszą częścią trylogii wspomnianej autorki, okazała się kasowym przebojem, rozchodząc się w większym nakładzie niż hit J.K. Rowling, a mowa tu oczywiście o powieści dotyczącej przygód nastoletniego czarodzieja - Harry'ego Pottera. Ponadto zdobyła rzeszę wiernych fanów, którzy z utęsknieniem czekali na ekranizację ich ulubionej lektury. Jednak jak poradziła sobie niedoświadczona reżyserka Sam Taylor-Johnson, która niewątpliwie stanęła przed trudnym dla siebie wyzwaniem? Czy sprostała wymaganiom fanów? Po odpowiedzi zapraszam do dalszej lektury.


Jednym z największych mankamentów "50 twarzy Greya" jest jego fabuła. Historia potrafi zarówno zaciekawić jak i zirytować – szczególnie na początku. Ogólnie linia fabularna dzieła Sam Taylor-Johnson została podzielona, tak jakby, na dwa segmenty; pierwszy, który dzieje się jeszcze przed odkryciem przez Anastasię Steele prawdziwej tożsamości tytułowego protagonisty, oraz drugi, gdy zauroczona jego osobowością, stara się zrozumieć i zaakceptować dziwne fantazje swojego wybranka. Tak jak już wcześniej wspominałem, początek filmu potrafi z miejsca zniechęcić do dalszego seansu. Historia rozpoczyna się niemrawo, jak typowe romansidło pozbawione ambicji. Twórcy nie mają żadnego wyczucia i grubą krechą nakreślają rodzące się uczucie pomiędzy protagonistami, które niestety wypada nad wyraz sztucznie i mało wiarygodnie. Brakuje między Greyem oraz Steele wyraźnej chemii, która pozwoliłaby uwierzyć w ich wzajemne zauroczenie. Ponadto  pojawia się tutaj kilka przekomicznych scen, na widok których widz będzie mógł zareagować tylko na dwa sposoby: albo wybuchnąć salwami niezamierzonego śmiechu, albo spuścić z zażenowania głowę. Są one również potwierdzeniem tezy, że papier znosi znacznie więcej niż taśma filmowa. Denerwująca jest także zbyt nachalna symbolika oraz ogromna ilość aluzji seksualnych – kilka to nie problem, ale po kilkunastu zaczyna się przewracać oczami. Jeśli tylko uda Wam się przetrwać pierwszy segment, notabene nudny i kiepsko zagrany, dalej będzie już tylko lepiej. Od momentu, w którym Anastasia Steele poznaje specyficzne upodobania erotyczne Greya, historia nabiera barw, szybszego tempa oraz sensu. Dochodzą nowe wątki, dzięki czemu fabuła zostaje znacznie bardziej rozbudowa i zwyczajnie ciekawsza. Oczywiście opowieść w dalszym ciągu koncentruje się prawie wyłącznie na parze Grey - Steele; ich problemach, przeszłości oraz osobowościach, zaś cała reszta stanowi zbyteczne tło. Niestety druga cześć produkcji jest zdecydowanie zbyt krótka i w momencie, w którym "50 twarzy Greya" na dobre przykuwa uwagę widzów, reżyserka wymownie zamyka swoje pierwsze kinowe dzieło wraz z drzwiami od windy, za którymi niknie twarz Anastasji. 


Premierze "50-ciu twarzy Greya" towarzyszył ogromny szum medialny. Na kilka dni przed wejściem filmu do polskich kin, można było wyczytać z gazet oraz Internetu wiadomość o zablokowaniu produkcji w Malezji ze względu na przedstawione w niej obrazy poniżania kobiet i seksualnego wykorzystania. Powyższa informacja tylko podgrzała atmosferę oraz wzbudziła kolejne kontrowersje. Jednakże postępowanie malezyjskich władz okazało się nieuzasadnione, ponieważ "50 twarzy Greya" jest w gruncie rzeczy filmem ugrzecznionym i politycznie poprawnym. Oczywiście poruszony w nim temat wzbudza pewne wątpliwości oraz kontrowersje – czerpanie przyjemności z bicia innej osoby (sadomasochizm) - jednak twórcy nigdy nie przekraczają granicy dobrego smaku. Zresztą w obrazie nie ma niczego, czego byśmy już nie widzieli w innych produkcjach. Poza tym twórcy nie propagują sadomasochizmu ani upokarzania czy seksualnego wykorzystywania kobiet – poruszony przez nich problem służy zawiązaniu fabuły. Ponadto zwracają uwagę kinomanów na kilka ciekawych kwestii. Czy istnieje granica pomiędzy sadomasochizmem a zwyczajnym znęcaniem się nad drugim człowiekiem? Jak daleko można się posunąć w celu zaspokojenia własnych żądz bądź też by być z kimś, kogo się szczerze kocha? To interesujące pytania, na które próbuje odpowiedzieć film Sam Taylor-Johnson. Szkoda tylko, że powyższe zagadnienia nie zostają w pełni wykorzystane; potraktowane są jedynie pobieżnie, bez głębszej analizy, w wyniku czego "50 twarzy Greya" okazuje się kolejną nic nie wnoszącą bajeczką dla dorosłych, a mogło być czymś więcej. W zamian widzowie dostają dużą ilość scen erotycznych, które po którymś razie zwyczajnie zaczynają nudzić – w myśl przysłowia: "co za dużo, to niezdrowo". Poza tym są nieszczególnie pomysłowe oraz pikantne; na uwagę zasadniczo zasługuje tylko jedna, w której naprawdę czuć wylewającą się z ekranu namiętność, pozostałe, dla niektórych, będą  po prostu obojętne oraz bezpłciowe. 


Najmocniejszym filarem produkcji jest dwójka głównych bohaterów, czyli tytułowy Christian Grey oraz Anastasia Steele. Postacie zostały świetnie zarysowane przez scenarzystów, którzy poświęcili im w filmie sporo uwagi. Powolne odkrywanie kolejnych faktów z przeszłości bohaterów, szczególnie Greya, naprawdę absorbuje i przykuwa uwagę. Wspomniany protagonista wraz z rozwojem akcji staje się coraz bardziej intrygujący i tajemniczy. Grey skrywa w sobie mroczne tajemnice, między innymi ukrywa swoją przeszłość oraz prawdziwą "osobowość", unika rozmów na swój temat, odrzuca uczucia czy też nie pozwala się dotykać. Zakłada maski, tworzy listę zasad, które mają na celu zachowanie jego tajemnic, jednak w miarę rozwoju filmu powoli się otwiera, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Z kolei Anastasia Steele przedstawiona jest jako niewinna, obłędnie zakochana dziewczyna, która jest w stanie zgodzić się na wszystko - znosić bicie i upokorzenia - w imię miłości, której nie rozumie Grey. Wzajemna przemiana obojga bohaterów to najlepszy element filmu. To w jaki sposób na siebie wpływają, oddziałują, niewątpliwie zasługuje na uwagę, dlatego szkoda, że twórcy rozwijają ten wątek dopiero pod koniec filmu, gwałtownie go urywając, w dosłownie najciekawszym momencie. Z pewnością postacie nie są zbytecznym wypełnieniem dla kolejnych scen erotycznych, powiem więcej, zgłębianie się w osobowości obu postaci wydaje się znacznie ciekawsze i przyjemniejsze niż nadmienione wyżej fragmenty. 


Na uwagę zasługuje również wybijający się ponad przeciętność podkład dźwiękowy. Muzyka autorstwa Dannyego Elfmana w doskonały sposób budowała atmosferę dzieła Sam Taylor-Johnson – niestety nie we wszystkich momentach; trafiały się sceny, które podkreślone zbyt patetyczną nutą stawały się czasem przekomiczne, co burzyło pozytywny odbiór obrazu. Mimo wszystko klimatyczne brzmienie w połączeniu z ascetycznymi zdjęciami stanowiło dobre uzupełnienie filmu. Warto też zwrócić uwagę na niezłą scenografię. Zestawienie sterylnych apartamentów, w których całe wyposażenie jest niemal pedantycznie uporządkowane, ze zwyczajnymi domostwami czy pokojem przyjemności Greya, daję naprawdę interesujący i niecodzienny kontrast. Gorzej wypadło aktorstwo, które było strasznie nierówne. Zasadniczo Jamie Dornan i Dakota Johnson grają początkowo bez polotu, mechanicznie recytując swoje role. Dopiero wraz z biegiem czasu produkcji rozwijają skrzydła, i im bliżej zakończenia, tym lepsza jest ich gra. Szkoda tylko, że pomiędzy aktorami nie ma chemii, co psuje niestety odbiór produkcji. Ogólnie rzecz biorąc było przyzwoicie, Dornan i Johnson w żaden sposób nie drażnili mnie swoim występem, powiem więcej, jeśli tylko zachowają tendencję wzrostową z filmu, w kolejnych częściach będą bardzo przekonujący. 



"50 twarzy Greya" to obraz z całą pewnością dedykowany fanom papierowego pierwowzoru. To oni najlepiej odnajdą się w filmowym świecie Christiana Greya i sprawiedliwie ocenią produkcję Sam Taylor-Johnson. Cała reszta kinomanów może sobie obraz zwyczajnie odpuścić, bo nie ma tutaj nic na tyle nowatorskiego czy też kontrowersyjnego, co byłoby wyznacznikiem, aby powyższe dzieło koniecznie zobaczyć.    








Spis wszystkich filmów PO LEWEJ STRONIE BLOGA, pod nagłówkiem ,,FILMY 2014". Aby rozwinąć listę filmów należy najechać na miesiąc i kliknąć. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! :)

Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam do wpisu ,,Witam! Początkowe informacje". Tam jest wszystko wyjaśnione.




DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ OGLĄDALNOŚĆ BLOGA ORAZ ZA WSZYSTKIE MIŁE MAILE. :)





Pozdrawiam,
Monika Musiał.


Bezwstydny Mortdecai (2015) PL


reżyseria: David Koepp
scenariusz: Eric Aronson
gatunek: Komedia, Akcja
produkcja: USA
premiera: 23 stycznia 2015 (Polska), 21 stycznia 2015 (świat)




Oglądaj ONLINE:

serwer 1: TUTAJ.

serwer 2: TUTAJ.




Pobierz:

serwer 1: TUTAJ

serwer 2: TUTAJ.





Nie mam nic przeciwko temu, by aktorzy wielkiego kalibru z premedytacją niszczyli własną legendę. Owszem, jest mi z tego powodu przykro, lecz wolność artystyczną cenię sobie bardziej. Mam jednak poważny problem z aktorami, którzy sabotują nie tylko swoją karierę, ale i filmy, w których występują. A to jest właśnie przypadek Johnny'ego Deppa i "Bezwstydnego Mortdecaia". 


Ekranizacja powieści Kyrila Bonfigliolego "Nie wymachuj mi tym gnatem" doskonale nadawała się na lekko szaloną, okraszoną absurdalnym poczuciem humoru komedię. Ekscentryczny Mortdecai jest postacią stworzoną, by przejąć pałeczkę po Clouseau czy Austinie Powersie i zawładnąć masową wyobraźnią. W jego osobie doskonale mieszają się ciapowatość, społeczna bezradność, szczypta szaleństwa i infantylności z dodatkiem sprytu i zwyczajnego szczęścia. Również intryga związana z zaginionym obrazem Goi dawała sporo okazji do tworzenia zwariowanych sytuacji. "Bezwstydny Mortdecai" ma w sobie tak wielki potencjał, że niemożliwym wydawało się, by ktoś mógł to zepsuć. A jednak Deppowi ta sztuka się udała. 

Pierwsza część "Piratów z Karaibów" może w końcu uczyniła z aktora gwiazdę o zasięgu globalnym, ale jednocześnie całkowicie go zdemoralizowała. Jack Sparrow powoli, lecz nieubłaganie stał się jedyną formą gry dostępną Deppowi. W rezultacie w ekranizacji powieści Bonfiglioliego ani przez chwilę nie widać Mortdecaia. Zamiast tego Depp chodzi jak Sparrow, mówi jak Sparrow, wygłupia się jak Sparrow i zachowuje jak Sparrow. Jestem przekonany, że nawet sam Depp nie potrafiłby odróżnić kreacji w "Bezwstydnym Mortdecaiu" od tej z stworzonej w serii "Piraci z Karaibów". 


Ekranizacja powieści Kyrila Bonfigliolego "Nie wymachuj mi tym gnatem" doskonale nadawała się na lekko szaloną, okraszoną absurdalnym poczuciem humoru komedię. Ekscentryczny Mortdecai jest postacią stworzoną, by przejąć pałeczkę po Clouseau czy Austinie Powersie i zawładnąć masową wyobraźnią. W jego osobie doskonale mieszają się ciapowatość, społeczna bezradność, szczypta szaleństwa i infantylności z dodatkiem sprytu i zwyczajnego szczęścia. Również intryga związana z zaginionym obrazem Goi dawała sporo okazji do tworzenia zwariowanych sytuacji. "Bezwstydny Mortdecai" ma w sobie tak wielki potencjał, że niemożliwym wydawało się, by ktoś mógł to zepsuć. A jednak Deppowi ta sztuka się udała. 

Pierwsza część "Piratów z Karaibów" może w końcu uczyniła z aktora gwiazdę o zasięgu globalnym, ale jednocześnie całkowicie go zdemoralizowała. Jack Sparrow powoli, lecz nieubłaganie stał się jedyną formą gry dostępną Deppowi. W rezultacie w ekranizacji powieści Bonfiglioliego ani przez chwilę nie widać Mortdecaia. Zamiast tego Depp chodzi jak Sparrow, mówi jak Sparrow, wygłupia się jak Sparrow i zachowuje jak Sparrow. Jestem przekonany, że nawet sam Depp nie potrafiłby odróżnić kreacji w "Bezwstydnym Mortdecaiu" od tej z stworzonej w serii "Piraci z Karaibów". 



Gdyby tylko zamiast Deppa w filmie zagrał ktoś inny, "Bezwstydny Mortdecai" mógłby być nie tyle znośnym, co autentycznie śmiesznym dziełem. Tak się jednak nie stało. Film należy więc traktować jako przestrogę, by Deppa nie angażować w komediach, a jeśli takowe powstaną, by omijać je szerokim łukiem.






Spis wszystkich filmów PO LEWEJ STRONIE BLOGA, pod nagłówkiem ,,FILMY 2014". Aby rozwinąć listę filmów należy najechać na miesiąc i kliknąć. Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! :)

Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, zapraszam do wpisu ,,Witam! Początkowe informacje". Tam jest wszystko wyjaśnione.




DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ OGLĄDALNOŚĆ BLOGA ORAZ ZA WSZYSTKIE MIŁE MAILE. :)




Pozdrawiam,
Monika Musiał.